Jedną z rzeczy, które najbardziej zapamiętałem z chrześcijańskich gron, jak jeszcze się tam udzielałem (to było wieki temu, więc możliwe, że to się już zmieniło) były wojny katolicko-spichlerzowe. Pewni ludzi potrafili każdy temat wykorzystać do tego, żeby zwymyślać ‘heretykow’/'sekciarzy’/'dzieci szatana’ itp. I wszystko to w wykonaniu, podobno, chrześcijan.
Dzisiaj rozmawiałem z niewierzącą osobą, która próbowała mnie przekonać co do błędów w moim rozumowaniu n/t Boga i wszechświata. Pomimo skrajnie różnych poglądów, pełna kultura, zero obrzucania błotem, logiczna dyskusja.
Tak sobie marzę, że fajnie by było, gdyby chrześcijanie tak potrafili. I między sobą i w kontaktach z nie-chrześcijanami. Ale prawdopodobnie tak się nigdy nie stanie. A przynajmniej nie przed przyjściem Jezusa. A szkoda.
http://chn24.pl/ze-wiata/news/1141-usa-podczas-naboestwa-na-rkach-usugujcej-pojawia-si-krew-.html – to taki drobny dodatek do postu, moim zdaniem adekwatny co do stron konfliktu, który opisałeś.
Moim zdaniem różnice i agresja co ciekawe zawsze dotyczą ludzi z kościołów, gdzie najbardziej akcentowane jest to co skrajnie widoczne i “przecudowione” czy raczej “przecudaczone” (proszę o wybaczenie neologizmów :) ). Oczywiście, to bardzo duże uogólnienie. Dobrze dogaduję się z katolikami, z zielonoświątkowcami, adwentystami. Na roku mam dużo agnostyków i ateistów – no i jakoś nigdy w naszych dyskusjach (przynajmniej na razie) nie było wzajemnej wrogości.
Inna sprawa to dyskusje w Internecie. Można całą pracę doktorską na psychologii napisać, dlaczego ludzie w sieci są bardziej swobodni – wtedy gdy nie mogą popatrzeć sobie w oczy. Pozdrawiam :)
Zawsze w przypadku takich ‘cudow’, zastanawia mnie to, dlaczego te rany sa w miejscach, w ktore przy ukrzyzowaniu nie wbijano gwozdzi.
Ale najdziwniejsze to to, że zauważ – na tym zdjęciu nie ma nawet ran! Moim zdaniem to zwykłe fałszerstwo. I nawet kolorystycznie to bardziej wygląda jak nie wiem… Oranżada? Krew jest ciemniejsza, nawet jeśli to krew chorego na anemię.
To swoja droga.