Czytam teraz Pięcioksiąg i tak jak zwykle, zastanawiam się, co jest w tych wszystkich przepisach, jakie dostał Izrael, co ja mógłbym zastosować w swoim życiu. Wydaje się, że poza niektórymi punktami, wszystkie te nakazy i zakazy nie mają większego przełożenia na nasze czasy. Nie musimy składać ofiar, nie potrzebujemy kapłanów, żeby mieć dostęp do Boga. Po co to w ogóle teraz czytać?
I jak czytałem kolejne rozdziały, to pomyślałem sobie, że widać w tym wszystkim jedną bardzo ważną rzecz. Wiele z tych rzeczy sprowadza się do tego, co jest zapisane w 3 M 20, 26 (i paru innych miejscach): ‘Będziecie mi więc świętymi, bo Ja jestem święty, Ja, Pan’. Bóg nie chce, żebyśmy wykonywali wszystkie nakazy z Zakonu. Niektórych nie powinniśmy nawet wykonywać, tak jak ofiary, ponieważ ofiara Jezusa starcza za wszystkie inne. Bogu przede wszystkim zależy na czystym sercu, które lgnie do Niego.
W Oz 6,6 Bóg powiedział: ‘Gdyż miłości chcę, a nie ofiary, i poznania Boga, nie całopaleń’. Jeśli nawet byśmy wykonywali wszystkie przepisy, ale byśmy byli daleko od Boga, to byśmy byli jak Izraelici w ST, których Bóg w końcu odrzucił (Iz 29,13-13). Jeśli Zakon wydaje nam się nieaktualny, to zastosujmy z niego przynajmniej to, żeby się cały czas uświęcać, bo nasz Bóg jest święty. Odrzucajmy wszystko, co zanieczyszcza naszą relację z Bogiem. Odwracajmy się od grzechu. Dziękujmy za to, co Bóg nam zrobił i nie zapominajmy o tym. Niech wszystko, co robimy ma na celu stawanie się coraz bardziej podobnymi do Niego. Niech wszystko, co robimy, sprawia, że będziemy Go kochać coraz bardziej i bardziej.
To, co ja wyciągam z Pięcioksięgu, to przede wszystkim upór Boga w troszczeniu się o Izraelitów, którzy wciąż i wciąż Go ignorowali, a on wciąż i wciąż dawał im szansę.