Nie wiem, czy w Warszawie nadal awanturują się o krzyż, ale znalazłem post, który bardzo ładnie podsumował wszelkie wojny o krzyż.
Wielu narzeka na usuwanie krzyży z miejsc publicznych, ale bardzo bardzo niewielu z nich prowadzi ukrzyżowane życie. To jest właśnie problemem.
Zachęcam do przeczytania całego artykułu.
Myślę ze nie ma nic złego w obronie krzyża. Nie nazywał bym tego też awanturowaniem się. To zła tendencja by czynić Boga wielkim nieobecnym w życiu publicznym. Poza tym co to znaczy ukrzyżowane życie? Czyżby chodziło o to ze Chrześcijaństwo to jakieś cierpiętnictwo? Jeśli tak to ten co to napisał nie do końca rozumie o czym pisze.
W obronie krzyza nie ma nic zlego. Ale zle jest to, jesli sie broni krzyza, a Jezus jest nieobecny w zyciu tych, co go bronia. I o to chodzilo autorowi.
Ciekawe jakby autor skomentował to dzisiejsze pod pałacem prezydenckim. Polskie władze się skompromitowały, nie do końca też rozumiem po co mieszali do tego Kościół? Tak jakby nie można było załatwić tego polubownie… by nikogo nie urazić.