Subscribe to
Wpisy
Komentarze

546

Śmieszne, to fakt. Ale ten ksiądz przekazał jedną bardzo ważną prawdę. Bez względu na to, jak daleko jesteśmy od Boga, On jest obok nas. Bez względu na to, jak bardzo Go nienawidzimy, On nas kocha. Nie ma nic, co mogłoby nas oddzielić od Jego miłości. Bóg kocha nas tak bardzo, że oddał swojego Syna na śmierć, żebyśmy my mogli żyć. I zrobił to jeszcze gdy byliśmy grzesznikami (Rz 5,8). On nie czekał aż się nawrócimy, aż spełnimy jakieś warunki. Prawda jest taka, że nie możemy zasłużyć na Bożą miłość. Bez względu na to, czy staramy się czy nawet nie próbujemy. A Bóg zawsze nas kocha. Bez względu na to, czy zasługujemy, czy nie i czy my Go kochamy, czy nie.

545

Miałem ostatnio dość poważny problem z komputerem. Za każdym razem jak próbowałem zrobić kopię zapasową dysku, komputer w pewnym momencie brzęczał i wyłączał się. Miało to podwójny skutek. Nie mogłem wykonać kopii i w pewnym momencie zaczął szwankować system. Okazało się, że wszystko było spowodowane jednym plikiem, z kopiowaniem którego komputer nie mógł sobie poradzić. Bo jego usunięciu wszystko wróciło do normy.

I tak sobie myślę, że jakkolwiek dziwnie to brzmi, dobrze obrazuje to nasze życie z Bogiem. Czasem staramy się i staramy i cały czas coś się psuje. Robimy co możemy, ale i tak nie możemy osiągnąć celu. I nie wiemy, co się dzieje. I może się okazać, że jest jedna rzecz, która oddala nas od Boga i być może nawet nie zwracamy na nią uwagi. Może to być muzyka, której słuchamy, filmy, które oglądamy czy znajomi, z którymi rozmawiamy. Czasami dobrze jest się pozbyć z naszego życia tego, co stawia barierę między nami i Bogiem. I musimy być bardzo uważni, żeby takie rzeczy zauważyć. Bo może się okazać, że przez jedną ‘drobnostkę’ oddalimy się od Boga i nie będziemy potrafili wrócić.

544

Pewna osoba zapytała mnie jakiś czas temu, czemu w ogóle miałaby się ochrzcić. Nie było nic, co by ją do tego przekonywało. Uważała, że jest jej to niepotrzebne.

Rozmawiałem o tym z kilkoma osobami z Kościoła później i zapytałem ich, co mam powiedzieć takiej osobie, żeby pozostać w zgodzie z nauką naszych Kościołów i jednocześnie dać jej jakiś przekonywujący argument.

Chyba dla każdego Kościoła ewangelicznego, a przynajmniej dla większości, chrzest jest tylko symbolem. Jest czymś, przez co pokazujemy swoją wiarę innym i niczym więcej, a w najlepszym przypadku czymś niewiele większym. Powiedzieli mi, że należy się ochrzcić, żeby pokazać swoją wiarę (standardowy argument nr 1). Problem tylko, że wiarę można pokazać na wiele innych sposobów, często dużo lepszych.

Powiedzieli mi, że Jezus to zrobił, więc my też powinniśmy (standardowy argument nr 2). Problem w tym, że Jezus robił wiele różnych rzeczy, o naśladowaniu których nikt by nawet nie pomyślał. Dlaczego chrzest miałby być wyjątkiem? Na to nie potrafili mi odpowiedzieć.

Odkryłem ostatnio dwa fragmenty, na które nigdy nie zwróciłem uwagi i których (co nie jest zaskakujące) nigdy nie słyszałem w Kościele.

Na pustyni wystąpił Jan Chrzciciel i głosił chrzest upamiętania na odpuszczenie grzechów.

Mk 1,4 (BW)

Jeśli chrzest Jana był na odpuszczenie grzechów, a ‘nasz’ chrzest jest czymś więcej (Dz 18,25), to czy na pewno powinniśmy traktować chrzest tylko jako symbol?

A czemu teraz, zwlekasz? Wstań, daj się ochrzcić i obmyj grzechy swoje, wezwawszy imienia jego.

Dz 22,16 (BW)

Może czas, żeby się zastanowić nad tym, czy nasze podejście jest słuszne. Chociażby po to, żeby mieć co powiedzieć ludziom, którzy się pytają sens chrztu.

542

541

Siła przewodzenia zależy od tego, w jakim stopniu widać w naszym codziennym chrześcijańskim życiu Słowo, którego nauczamy.

Derek Copley, ‘Stojąc na czele’

Przywódcy niektórych Kościołów zastanawiają się dlaczego ich Kościoły się nie rozwijają. Dlaczego w najlepszym wypadku stoją w miejscu. I czasami pierwszą rzecz, jaką powinni zrobić, to spojrzenie na samych siebie. Bo czasami jest tak, że ludzie, świadomie lub nie, sami rezygnują z walki o Kościół, jeśli widzą, że z jego przywódcami jest coś nie tak. Jeśli widzą, że nie żyją oni w zgodzie z tym, czego nauczają. Coś takiego rodzi tylko frustrację i zniechęcenie. Powoduje, że brakuje motywacji, żeby podążać za wytyczonym przez przywódców planem. Który tak czy inaczej ma małe szanse na powodzenie z powodu tego, że ci, którzy go wymyślili, sami nie są w porządku wobec Boga.

Mało kto z nas stoi na czele Kościoła. Ale każdy z nas ma wpływ na innych. Niektórzy przewodzą jakiejś służbie albo prowadzą małą grupę. Nawet jeśli nie, to jesteśmy nauczycielami dla tych, którzy wiedzą mniej o Bogu lub w ogóle nas nie znają. I od tego, czy będziemy żyli w zgodzie ze Słowem, które głosimy, może zależeć czy oni przyjmą to Słowo.

540

Królestwo Boże jest w Tobie i dookoła Ciebie, nie budynkach z drewna i kamienia.

Zdanie to pojawia się w filmie ‘Stygmaty’ i jest czymś, co Kościół katolicki chciał ukryć. Jest to tylko głupi film, ale być może to zdanie jest jedną z najważniejszych rzeczy w chrześcijaństwie. Kościół to ludzie, a nie budynki. Kościół to ludzie, a nie organizacja, którą oni tworzą.

Bóg jest wszędzie, a nie tylko w świątyniach. W naszym kraju ludzie wydają się często o tym zapominać. Mam znajomych, którzy nie modlą się w domu. Modlą się tylko, jeśli pójdą do Kościoła. Ale czy Bóg wtedy nie usłyszy?

Ograniczanie Królestwa Niebieskiego do budynków, to ograniczanie Boga. To zamykanie Mu drogi do działania w naszym życiu i w życiu osób dookoła nas. Nie zabraniajmy Mu działania w naszym życiu zawsze i w każdym miejscu. Módlmy się i uwielbiajmy Go w każdym momencie naszego życia. Nie próbujmy wmówić ludziom, że muszą przyjść do jakiegoś budynku, żeby Go spotkać. Bo może się okazać, że będzie to oznaczało, że nigdy Go nie poznają. Pozwólmy działać Bogu bez żadnych ograniczeń. W nas i dookoła nas, nie tylko w budynkach z drewna i kamienia.

539

Nie wiem, czy w Warszawie nadal awanturują się o krzyż, ale znalazłem post, który bardzo ładnie podsumował wszelkie wojny o krzyż.

Wielu narzeka na usuwanie krzyży z miejsc publicznych, ale bardzo bardzo niewielu z nich prowadzi ukrzyżowane życie. To jest właśnie problemem.

Zachęcam do przeczytania całego artykułu.

538

Pewien człowiek miał dwóch synów.

Niektórzy z nas słyszeli te słowa tyle razy, że już nie chcą ich więcej słyszeć. Niektórzy z nas potrafili by z pamięci powiedzieć kazanie z nich związane. Prawdopodobnie każdy, albo przynajmniej większość z nas, potrafi powiedzieć przypowieść o synu marnotrawnym. Jest to historia, która bardzo często jest używana, żeby pokazać, że Bóg jest jak kochający Ojciec, który zawsze przyjmie powracających ludzi. I bardzo dobrze.

Ale zauważyłem, że w tej przypowieści zazwyczaj akcentuje się Bożą miłość, a rzadko kiedy to, jakie są warunki tego, żeby przyjść do Boga. To prawda, że Bóg każdego kocha i do każdego wyciąga ręce. Ale to jednak nie znaczy, że przyjmie każdego i zawsze. Syn, który wrócił do ojca, przede wszystkim wiedział, że zgrzeszył. Wyznał to przed ojcem. Przyszedł skruszony i prosił o wybaczenie. Przyszedł ze świadomością tego, że nie zasługuje na przebaczenie.

I właśnie takiego nastawienia Bóg oczekuje od nas. Musimy mieć świadomość naszej grzeszność i tego, że tylko dzięki Bożej łasce, możemy mieć z Nim społeczność. Nie możemy zapominać, że nasz grzech oddziela nas od Boga i tylko Jego miłość może nas znów połączyć. Musimy pamiętać, że to dzięki ofierze Jezusa, możemy teraz przyjść do Boga. I musimy odwrócić się od tego grzechu, który jest w naszym życiu. Bez tego powrót do Ojca nie jest możliwy.

537

Są dwie prawdy we wszechświecie.

- Istnieje Bóg.

- Ty nim nie jesteś.

« wstecz - dalej »