Pewna osoba zapytała mnie jakiś czas temu, czemu w ogóle miałaby się ochrzcić. Nie było nic, co by ją do tego przekonywało. Uważała, że jest jej to niepotrzebne.
Rozmawiałem o tym z kilkoma osobami z Kościoła później i zapytałem ich, co mam powiedzieć takiej osobie, żeby pozostać w zgodzie z nauką naszych Kościołów i jednocześnie dać jej jakiś przekonywujący argument.
Chyba dla każdego Kościoła ewangelicznego, a przynajmniej dla większości, chrzest jest tylko symbolem. Jest czymś, przez co pokazujemy swoją wiarę innym i niczym więcej, a w najlepszym przypadku czymś niewiele większym. Powiedzieli mi, że należy się ochrzcić, żeby pokazać swoją wiarę (standardowy argument nr 1). Problem tylko, że wiarę można pokazać na wiele innych sposobów, często dużo lepszych.
Powiedzieli mi, że Jezus to zrobił, więc my też powinniśmy (standardowy argument nr 2). Problem w tym, że Jezus robił wiele różnych rzeczy, o naśladowaniu których nikt by nawet nie pomyślał. Dlaczego chrzest miałby być wyjątkiem? Na to nie potrafili mi odpowiedzieć.
Odkryłem ostatnio dwa fragmenty, na które nigdy nie zwróciłem uwagi i których (co nie jest zaskakujące) nigdy nie słyszałem w Kościele.
Na pustyni wystąpił Jan Chrzciciel i głosił chrzest upamiętania na odpuszczenie grzechów.
Mk 1,4 (BW)
Jeśli chrzest Jana był na odpuszczenie grzechów, a ‘nasz’ chrzest jest czymś więcej (Dz 18,25), to czy na pewno powinniśmy traktować chrzest tylko jako symbol?
A czemu teraz, zwlekasz? Wstań, daj się ochrzcić i obmyj grzechy swoje, wezwawszy imienia jego.
Dz 22,16 (BW)
Może czas, żeby się zastanowić nad tym, czy nasze podejście jest słuszne. Chociażby po to, żeby mieć co powiedzieć ludziom, którzy się pytają sens chrztu.