Gdy Bóg nie daje tego, o co prosimy

Często jest tak, że modlimy się o coś i Bóg nie spełnia naszej prośby. Często modlimy się długo i z wiarą, ale nadal nie ma takich efektów, jakie byśmy oczekiwali. Czy to oznacza, że Bóg nas nie słucha? Czy to oznacza, że nie może tego uczynić? Co wtedy? Historie czterech biblijnych postaci pozwalają nam trochę lepiej zrozumieć, czemu tak się dzieje i co w takich sytuacjach robić.

10 A gdy Bóg widział ich postępowanie, że zawrócili ze swojej złej drogi, wtedy użalił się Bóg nieszczęścia, które postanowił zesłać na nich, i nie uczynił tego. 1 Jonaszowi bardzo się to nie podobało, tak że się rozgniewał. 2 I modlił się do Pana, mówiąc: Ach, Panie! Czy nie to miałem na myśli, gdy jeszcze byłem w mojej ojczyźnie? Dlatego pierwszym razem uciekałem do Tarszyszu; wiedziałem bowiem, że Ty jesteś Bogiem łaskawym i miłosiernym, cierpliwym i pełnym łaski, który żałuje nieszczęścia. 3 Otóż teraz, Panie, zabierz moją duszę, bo lepiej mi umrzeć aniżeli żyć. 4 A Pan odpowiedział: Czy to słuszne, tak się gniewać? (Jn 3,10-4,4)

W pierwszym rozdziale czytamy o tym, że Bóg wysyła Jonasza do Niniwy. Prorok miał głosić sąd nad tym wielkim miastem, by jego mieszkańcy się nawrócili. Jonasz się zbuntował i chciał uciec, ale Bóg zesłał sztorm, a później wielką rybę, która połknęła uciekiniera. W trzecim rozdziale czytamy o tym, że gdy Bóg drugi raz wezwał Jonasza do pójścia do Niniwy, ten się w końcu posłuchał. Mieszkańcy miasta pokutowali i Bóg odsunął od nich karę.

Tutaj widzimy, że Jonasz był niezadowolony i możemy przeczytać, dlaczego nie chciał posłuchać Bożego wezwania za pierwszym razem. Co może wydawać się zaskakujące, Boży prorok nie chciał, żeby Bóg okazywał swoją łaskę i swoje miłosierdzie. Uważał, że ci poganie zasługują na karę, którą Bóg pierwotnie miał zamiar na nich zesłać. Ratunek ten tak bardzo mu się nie spodobał, że wolał umrzeć, niż zobaczyć Asyryjczyków pokutujących i otrzymujących Boże przebaczenie. W jego świecie prawdopodobnie nie było miejsca na miłosierdzie dla kogokolwiek poza Izraelem.

Bóg powiedział mu jednak: ‘Czy słuszne się tak gniewać?’ Nie jest słuszne, jeśli wyrzucamy Bogu ratunek czy zmiłowanie się nad kimś, kogo nie uznajemy za właściwego, czy godnego. Możemy mieć tendencję do tego, by patrzyć na nas samych (czy na konkretną grupę, której jesteśmy częścią), jako jedynych, którzy zasługują na to, by dostać coś dobrego od Boga. W takich sytuacjach nie potrafimy zrozumieć, jeśli Bóg robi coś, z czym my się nie zgadzamy i nie bierzemy pod uwagę tego, że jest to związane z dobrem kogoś innego. Obrażamy się wtedy na Niego i zachowujemy się, jakby robił nam na złość.

W dalszej części czwartego rozdziału widzimy jak Bóg daje Jonaszowi roślinę do ochrony przed słońcem, a później zsyła robaka, przez którego ona usycha. Jonasz znów się obraża na Boga i chce umrzeć. Bóg tłumaczy Jonaszowi, że jeśli ten oburzył się tak z powodu jednej rośliny, na którą w żaden sposób nie zapracował, tym bardziej Bóg może żałować ponad stu tysięcy ludzi. W naszych prośbach do Boga musimy pamiętać o tym, że Bóg lituje się nad ludźmi, których stworzył. Musimy więc brać pod uwagę to, że nasze prośby są sprzeczne z czyimś dobrem. Bóg nie robi nam na złość, a my nie powinniśmy się obrażać jak Jonasz.

15 (…) Pan zaś ugodził dziecię, które żona Uriasza urodziła Dawidowi, i ono zachorowało. 16 Wtedy Dawid błagał Boga za dziecięciem i pościł Dawid, a gdy przyszedł na noc do domu, leżał całą noc na ziemi. 17 Gdy zaś przystąpili do niego starsi jego domu, aby go podnieść z ziemi, nie chciał wstać i nie spożył z nimi posiłku. 18 Siódmego dnia dziecię zmarło. Słudzy Dawida bali się powiedzieć mu, że dziecię nie żyje, myśleli bowiem: Jeżeli oto, póki jeszcze dziecię żyło i my mówiliśmy do niego, on nie słuchał naszego głosu, to jakże mamy mu powiedzieć, że dziecię nie żyje? Gotów jeszcze zrobić sobie coś złego. 19 Lecz Dawid spostrzegł, że jego słudzy szepcą między sobą, domyślił się więc, że dziecię nie żyje. I zapytał Dawid swoich sług: Czy dziecię zmarło? A oni odpowiedzieli: Zmarło. 20 Wtedy Dawid podniósł się z ziemi, umył się, namaścił, zmienił swoje szaty i poszedł do świątyni Pana, aby mu oddać pokłon. Potem powrócił do swojego domu, poprosił o posiłek, a gdy mu go podano, spożył go. 21 Wtedy rzekli do niego jego słudzy: Co ma znaczyć to, co uczyniłeś? Dopóki dziecię żyło, pościłeś i płakałeś, a gdy dziecię zmarło, podniosłeś się i spożyłeś posiłek? 22 A on odpowiedział: Dopóki dziecię żyło, pościłem i płakałem, gdyż myślałem sobie: Kto wie? Może Pan zlituje się nade mną i dziecię będzie żyło? 23 Teraz zaś, gdy zmarło, po cóż mam pościć? Czy mogę je jeszcze przywrócić życiu? To ja pójdę za nim, a nie ono powróci do mnie. (2 Sm 12,15b-23)

Poprzedni rozdział opisuje całą historię jednego grzechu za drugim, które popełnił Dawid w odniesieniu do Batszeby i jej męża. Chociaż Dawid wyznał grzech przed Bogiem i pokutował, pozostały konsekwencje – dziecko, które było owocem tego grzechu, zostało ugodzone i zmarło. Warto tutaj zauważyć, że czym innym jest Boże przebaczenie i wymazanie grzechu, a czym innym są konsekwencje, z którymi musimy się zmierzyć i jedno nie jest jednoznaczne z drugim.

Dawid błagał Boga o łaskę, ale gdy dziecko zmarło, przyjął Boży wyrok. Można by tutaj zacytować słowa Hioba: ‘Pan dał, Pan wziął, niech będzie imię Pańskie błogosławione’ (Jb 1,21b). Dawid wiedział, że Bóg może się nad nim zlitować, ale wiedział też, że nie musi. Uznał, że Bóg ma prawo do podejmowania decyzji i można Go prosić, ale nie można się z Nim kłócić. Dopóki była szansa, robił co mógł, a później z pokorą poddał się Jego woli.

Musimy pamiętać o tym, że Bóg jest suwerenny w swoich decyzjach, a my nie możemy na Nim nic wymóc siłą. Zwłaszcza jeśli to, co się dzieje, jest konsekwencją grzechu, który sami popełniliśmy. W takich sytuacjach możemy polegać na Bożej łasce, ale nie możemy oczekiwać, że Bóg odwróci to, co się stało, bez względu na wszystko.

7 Bym się więc z nadzwyczajności objawień zbytnio nie wynosił, wbity został cierń w ciało moje, jakby posłaniec szatana, by mnie policzkował, abym się zbytnio nie wynosił. 8 W tej sprawie trzy razy prosiłem Pana, by on odstąpił ode mnie. 9 Lecz powiedział do mnie: Dość masz, gdy masz łaskę moją, albowiem pełnia mej mocy okazuje się w słabości. Najchętniej więc chlubić się będę słabościami, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusowa. 10 Dlatego mam upodobanie w słabościach, w zniewagach, w potrzebach, w prześladowaniach, w uciskach dla Chrystusa; albowiem kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny. (2 Kor 12,7-10)

Paweł modlił się o coś, co, na pierwszy rzut oka, wydawało się dobre. Są jednak (przynajmniej) dwa powody, dla których Bóg nie spełnił tej prośby, pomimo jej ponawiania. Pierwszym było to, by Paweł nie wynosił się nad innych z powodu swoich objawień. Osoby, które robią coś w Kościele, często mają tendencję do uważania się za lepszych z powodu swojej pozycji, wiedzy, ‘głębi wiary’ i podobnych. Fragment ten jednak pokazuje, że Bóg może dawać rzeczy, które będą nas uczyć pokory. W takiej sytuacji prośba o ich usunięcie nie będzie spełniona ze względu na to, by trzymać nas bliżej Boga i uczyć właściwej perspektywy.

Jednak najważniejsze wydaje się tutaj to, co Bóg mówi w wersecie 9: ‘Dość masz, gdy masz łaskę moją, albowiem pełnia mojej mocy okazuje się w słabości’. Jest to coś, co może się dotyczyć każdego, a nie tylko tych osób, które w Kościele stoją ‘wyżej’. Bóg może nam dawać słabości, które będą nam przypominały, że powinniśmy polegać na nim, a nie na sobie. Boża moc może się objawić w pełni wtedy, kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że to nie my coś robimy, własnymi siłami, ale to Bóg działa poprzez nas. Kiedy mówimy Bogu, że nie damy rady, wtedy On może dać nam siłę, umiejętności, czy cokolwiek, co jest nam potrzebne. Jeśli wydaje nam się, że mamy wszystko, co jest potrzebne, w tym, co robimy, odkładamy Boga i Jego moc gdzieś na bok.

W takich przypadkach Bóg może nie dawać nam tego, o co prosimy, nawet jeśli ta prośba wydaje się dobra sama w sobie, po to, żeby nauczyć nas polegania na Nim, a nie na nas samych. Chociaż możemy nie mieć takiej świadomości, jak Paweł, czemu Bóg nie spełnia naszej prośmy, musimy mieć świadomość, że czasami Bóg chce wzmocnić naszą wiarę i przybliżyć nas do siebie, a spełnienie naszej prośby skutkowałoby czymś odwrotnym. Nie oznacza to, że nie powinniśmy modlić się np. o uzdrowienie. Ale jeśli jest coś, co nas ogranicza czy przygniata, dobrze jest korzystać z tego i przyjmować Bożą moc wtedy, kiedy jesteśmy słabi. A wtedy, gdy będziemy słabi, będziemy mocni.

40 A gdy przyszedł na miejsce, rzekł do nich: Módlcie się, aby nie popaść w pokuszenie. 41 A sam oddalił się od nich, jakby na rzut kamienia, i padłszy na kolana, modlił się. 42 Mówiąc: Ojcze, jeśli chcesz, oddal ten kielich ode mnie; wszakże nie moja, lecz twoja wola niech się stanie. 43 A ukazał mu się anioł z nieba, umacniający go. 44 I w śmiertelnym boju jeszcze gorliwiej się modlił; i był pot jego jak krople krwi, spływające na ziemię. (Łk 22,40-44)

Jezus miał przed sobą coś, do czego większość z nas nie zbliży się nawet w małym stopniu. Trudno nam więc zrozumieć jak bardzo mógł się tego obawiać. Łukasz zapisał, że stres, spowodowany tą sytuacją, był tak wielki, że pot Jezusa był zmieszany z krwią. Miał zostać umęczony i zabity. Chociaż był Świętym Bogiem, który był całkowicie oddzielony od grzechu, miał przyjąć na siebie wszystkie grzechy ludzkości. Jednak modlił się: ‘nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie’.

Ważne jest to, że gdyby Bóg spełnił prośbę Jezusa, ludzie nie mieliby możliwości zbawienia. I podobnie może być z naszymi prośbami, gdy zabranie czegoś, czego się obawiamy, może być szkodą dla innych. Ale najważniejsze jest to, że Jezus całkowicie poddaje się woli Ojca. To jest coś, z czym my często mamy największy problem. Trudno nam uznać, że to Bóg wie lepiej, co jest dobre, czy właściwe. Trudno nam jest pozbyć się naszej dumy i poddać się Bożemu prowadzeniu. Często mówimy Bogu: ‘Mów co chcesz, a ja i tak wiem swoje’. A później (podobnie do Jonasza) obrażamy się na Boga, jak małe dzieci, gdy nie dostajemy tego, co chcemy. Ale jeśli nawet Jezus, Syn Boży, był pokorny i posłuszny, nawet w tak ekstremalnej sytuacji, czy my tym bardziej nie powinniśmy?


Różne mogą być powody, dla których Bóg nie spełnia naszych próśb. Jeśli jednak nie rozumiemy, dlaczego tak się dzieje, wszystko, tak naprawdę, sprowadza się do tego, że Bóg po prostu wie lepiej niż my. Często Bóg może tak działać dla naszego dobra lub dobra innych ludzi. Może być tak, że powodem jest nasz grzech. Może być tak, że Bóg chce nas przybliżyć do siebie. Ale ostatecznie powinniśmy po prostu ufać Bogu, że On wie najlepiej, co jest dla nas dobre i troszczy się o nas na tyle, żeby nie dawać nam złych rzeczy, a naszym zadaniem jest powiedzieć: ‘Nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie’.

comments powered by Disqus